„[…] Mieszkańcy nie muszą tego wszystkiego wiedzieć. Nie przychodzą przecież do urzędu po to, żeby słuchać, dlaczego czegoś nie można zrobić. Przychodzą z konkretnymi potrzebami i oczekują ich realizacji. Radni jednak o tym wiedzą. 13 z nich zamiast jednak wykorzystać tę wiedzę dla dobra mieszkańców, wykorzystują ją przeciwko nim – mówi w rozmowie w najnowszym wydaniu „Przystanku Chełmiec” Stanisław Kuzak, wójt Chełmca.
Przystanek Chełmiec/ROZMOWA NUMERU
Zwariowałem na punkcie inwestycji

– Jak się Pan czuje, kiedy patrzy Pan na przykład na Wielopole i widzi coś, co sam nazywa Pan „poligonem”? W jednym miejscu dzieje się tak dużo…
– Łapię się na tym i moi pracownicy też mi to mówią, że jako były funkcjonariusz Straży Granicznej traktuję zarządzanie gminą strategicznie, jak w służbach mundurowych. Stąd pewnie porównania, których używam nawiązują do wojskowej nomenklatury.
– Jeśli o zarządzanie chodzi, w pierwszym z wywiadów z Panem na łamach „Przystanku Chełmiec” mocno dla mnie wybrzmiało słowo dyscyplina.
– Dyscyplina to jest fundament, który ma swoje zastosowanie nie tylko w wojsku. To jest wartość, którą wszyscy powinniśmy się kierować w życiu. Bez niej nie ma rozwoju. Bez niej też nie byłoby poligonu w Wielopolu [więcej w PCh str. 14]. Dom stawia się na solidnych fundamentach. W taki też sposób buduję współpracę z pracownikami i mieszkańcami gminy, a efekty tego widać w ilości inwestycji, jakie dzieją się w całej gminie.
– Pana porównania nawiązują i do nomenklatury budowlanej…
– [śmiech] Wojsko i budowlanka to było moje zawodowe życie i z tych zasobów czerpię jako wójt.
– Pamiętam, jak szliśmy na spotkanie, by ucieszyć się z dotacji, jaką otrzymała świetlica wiejska w Marcinkowicach. Mocno zaczęło wtedy padać. Zanim Pan wszedł do budynku, zobaczył, że pobliska studzienka jest źle ułożona i zaczyna się zatykać, tworząc niemałą kałużę, w którą – łatwo przewidzieć – wpadną zaraz dzieci. Nie przejął się Pan zbytnio swoim garniturem i ubrudzeniem rąk, tylko zakasał rękawy i poprawił, co trzeba, żeby woda mogła swobodnie spływać. Przyznam, że czułam się zaskoczona Pana reakcją…
– A jak według Pani miałem zareagować?
– Zareagował Pan jak gospodarz, choć spodziewałam się, że wykona Pan telefon do Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, by pracownicy zajęli się problemem.
– Później zadzwoniłem, żeby dopilnowali, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Jeśli pewne sprawy mogą być załatwione od razu, należy działać natychmiast. Miny należy neutralizować, a nie czekać aż wybuchną. I tego oczekuję od moich współpracowników.
– A brudne ręce przed wizytą…
– Liczą się priorytety. Nie wstydzę się pracy fizycznej, bo sam wiele lat pracowałem na budowach między innymi we Francji. Dlatego, kiedy zostałem wójtem i zobaczyłem, w jakim stanie są gminne budynki, obiecałem sobie, że w tej kadencji wykonam dwa razy więcej inwestycji budowlanych niż mój poprzednik w cztery kadencje. A ręce? Zawsze po pracy można umyć.
– Mówią, że ma Pan chore ambicje.

– Nomenklatura medyczna nie jest moją mocną stroną, niemniej sam kiedyś użyłem tej terminologii, gdy usłyszałem, że radni stojący wobec mnie w opozycji chcą ze mnie zrobić wariata. Na stronie gminy można odnaleźć tekst, w którym mówię, że ja już zwariowałem… na punkcie inwestycji. I życzę sobie i mieszkańcom, aby przez co najmniej trzy albo nawet osiem lat nikt nie znalazł na tę moją przypadłość lekarstwa (śmiech).
– Uśmiech wskazuje, że nie przejmuje się Pan zbytnio rzucanymi pod nogi kłodami…
– To czasem śmiech przez łzy. Najbardziej boli mnie nie to, że ktoś rzuca mi kłody pod nogi. Z tym sobie poradzę. Smuci i przeraża jednocześnie, kiedy te kłody są rzucane pod nogi mieszkańcom i to przez osoby, które przyrzekały im służyć. Na szczęście czuję zaangażowanie moich współpracowników i wsparcie, jakie od nich otrzymuję. Kiedy widzimy, że to, o czym jeszcze niedawno rozmawialiśmy przy biurku, zaczyna wychodzić z ziemi, to – jestem pewien – wszyscy mamy poczucie spełnienia i sensu naszej pracy. Póki działamy na rzecz mieszkańców, żadna siła nie jest w stanie nam przeszkodzić. Mieszkańcy to widzą i – co mnie najbardziej dopinguje – sami pomagają nam te kłody spod nóg usuwać.
– Ale są i tacy, którym nie podoba się ta „przepychanka” między Panem a radnymi.
– W pełni te osoby rozumiem. Mieszkańcy nie wiedzą, że działania radnych opóźniają inwestycje. Nie wiedzą, że muszę zwoływać sesje nadzwyczajne, bo wcześniejsze decyzje radnych opozycji ograniczyły mi możliwość szybkiego przesuwania środków w budżecie. A każda taka procedura oznacza czas. Czas urzędników, czas potrzebny na przygotowanie dokumentów, kolejne formalności. Co więcej przewodnicząca Rady Gminy Agnieszka Grzegorzek, mimo swoich wcześniejszych obietnic, nawet nie zwołuje tych sesji nadzwyczajnych w wyznaczonym przeze mnie terminie, co jeszcze bardziej wydłuża procedury i opóźnia zadania.
Mieszkańcy nie muszą tego wszystkiego wiedzieć. Nie przychodzą przecież do urzędu po to, żeby słuchać, dlaczego czegoś nie można zrobić. Przychodzą z konkretnymi potrzebami i oczekują ich realizacji. Radni jednak o tym wiedzą. 13 z nich zamiast jednak wykorzystać tę wiedzę dla dobra mieszkańców, wykorzystują ją przeciwko nim.


– Jest Pan niemal na półmetku kadencji. Jak wiele dzieje się w gminie, czytelnicy „Przystanku Chełmiec” dowiedzą się odsłaniając kolejne strony gazety. Niemniej gdyby Pan miał powiedzieć, co jest dla Pana największym obciążeniem tego czasu, wskazałby Pan spór z radnymi?
– Największym obciążeniem jest świadomość, że można zrobić więcej dla dobra mieszkańców i szybciej, ale… No cóż ze sporami nauczyłem się już żyć. Głupoty i działania przeciw tym, którym przysięgało się służyć, nigdy nie zaakceptuję. Nie zostałem wójtem po to, żeby przypodobać się radnym. Zostałem nim po to, żeby pracować dla dobra mieszkańców gminy. Gdybym niczego nie robił, nie podejmował decyzji o realizacji kolejnych zadań, nie brał odpowiedzialności za nie, pewnie ryzyko krytyki mojej osoby byłoby mniejsze. Tylko nie po to mieszkańcy mnie wybrali na stanowisko wójta. I nie z tego będę przez nich rozliczany.
– Póki co rozliczyli Pana radni i po raz drugi nie przyznali absolutorium oraz wotum zaufania.
– Brak wotum zaufania ze strony radnych opozycyjnych mnie nie dziwi. Natomiast nie przyznanie absolutorium ich kompromituje. Najgorsze jednak, że rzutuje to niestety na dobre imię także tych radnych, którzy chcą faktycznie służyć mieszkańcom. Co więcej, nie pozostaje bez wpływu na wizerunek całej gminy.
Budżet gminy Chełmiec został zrealizowany w stu procentach. Nie wiem, która z gmin może się pochwalić tak precyzyjnie prowadzonym budżetem. Potwierdziła to Regionalna Izba Obrachunkowa*. Budżet zaakceptowała też Komisja Rewizyjna Rady Gminy Chełmiec. Kuriozum polega na tym, że niektórzy jej członkowie później zagłosowali przeciw przyznaniu mi absolutorium. Próbuję znaleźć w tym logikę… Konia z rzędem komu się uda.
Rozmawiała Katrzyna Gajdosz-Krzak
*Podczas gdy radni opozycji głosują przeciw przyznaniu absolutorium wójtowi za wykonanie budżetu za 2025 r., na stronie BIP Regionalnej Izby Obrachunkowej („Informacja finansowa jednostek samorządu terytorialnego województwa małopolskiego za 2025 rok”) znajdujemy informację, że gmina Chełmiec została sklasyfikowana na 5. miejscu pod względem sytuacji finansowej wśród 119 gmin wiejskich. Również w Rankingu Ocena Aktywności Gmin Subregionu Sądeckiego 2025 gmina uplasowała się na podium w dwóch kategoriach. 12 czerwca, w Gminnym Ośrodku Kultury w Nawojowej, wójt Stanisław Kuzak odebrał z rąk Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej nagrodę za zdobycie I miejsca w kategorii Generowanie Dochodu. Z kolei premier Mateusz Morawiecki wręczył mu dyplom i złożył gratulacje za zdobycie III miejsca w kategorii ogólnej rankingu.




