Rozmowa z ks. Krzysztofem Prokopem, proboszczem parafii św. Stanisława Kostki w Niskowej, tegorocznym nominowanym w plebiscycie „Sądeczanin Roku 2025”
– Kiedy został Ksiądz nominowany do tytułu „Sądeczanin Roku 2025”, wójt Stanisław Kuzak powiedział, że gdyby to od niego zależało przyznałby Księdzu Pokojową Nagrodę Nobla. Uchodzi Ksiądz za osobę, która potrafi jednoczyć ludzi…
– Szkoda, że pan wójt nie ma takich mocy sprawczych, bo za taką Nagrodę można by wiele dobrego zrobić [śmiech]. A mówiąc całkiem serio, to nie czuję, żebym czynił coś wyjątkowego. Po prostu staram się jak najlepiej wypełniać swoje powołanie i zlecone mi zadania. A jeśli z tego wynika jakieś dobro, to tylko należy dziękować za to Panu Bogu. Nominacja do „Sądeczanina Roku” była dla mnie na pewno wielkim zaskoczeniem, a nawet zdziwieniem. A to zaskoczenie było tym większe, że ta nominacja wypłynęła z Urzędu Gminy Chełmiec, ze strony pana wójta Stanisława Kuzaka.

– Sądeczanie wyróżnili Księdza, nominując w Plebiscycie, a ja jestem ciekawa, jak Ksiądz ocenia mieszkańców gminy Chełmiec. Co nas wyróżnia?
– Żyję tutaj i posługuję w parafii w Niskowej od jedenastu lat. Przyznam, że jestem zauroczony pięknem Sądecczyzny, jej kulturą, ale i mieszkańcami. Poznałem wielu wspaniałych ludzi. Szczególnie zaskakuje mnie pracowitość i zaradność miejscowej ludności. Kiedy odwiedzają mnie znajomi i mają okazję zwiedzić okolice, wracają z podobnymi obserwacjami. Mówią: „Jakie tu są zadbane domy i obejście wokół nich”. To się samo z siebie nie bierze. To wynik ciężkiej pracy.
To, co wyróżnia ten region, to również zakorzenienie w wierze i tradycji chrześcijańskiej. Choć należy też spojrzeć krytycznie na ten – powiedziałbym najważniejszy – aspekt życia. To, że jest lepiej niż gdzie indziej, nie znaczy, że jest dobrze. Coraz wyraźniej widać kryzys, wynikający z osłabienia wiary. W tym kryzys rodziny i wychowania. Ta wiara jest często z „tradycji”, z przyzwyczajenia i nie zawsze przekłada się na chrześcijańskie życie oraz decyzje i wybory. Widać to na przykładzie młodych wyjeżdżających na studia, czy do pracy za granicę, którzy po zderzeniu się z nową rzeczywistością bardzo często zatracają te chrześcijańskie korzenie.
Miło mi słyszeć, że potrafię jednoczyć ludzi, ale nie zawsze to jest łatwe. Przecież nie wszystkie inicjatywy duszpasterskie i prace, które podejmuję w parafii, zawsze spotykają się z pełną akceptacją środowiska. Czasem trzeba podjąć może mało popularne decyzje, czasem zwrócić komuś uwagę, czy nawet upomnieć. Nie wszyscy są na to gotowi i nie wszystkim się to podoba.

– Jak Ksiądz sobie z tym radzi?
– Staram się tak prowadzić moich parafian, by czuli, że mi naprawdę na nich zależy. By wiedzieli, że moje wszelkie działania duszpasterskie i także te prace gospodarcze są wynikiem troski o ich zbawienie, o ich dobro i dobro całej wspólnoty, którą razem tworzymy. W swojej pracy w parafii staram się kierować takimi trzema zasadami. Po pierwsze – relacje bardziej niż akcje. W parafii nie należy poprzestawać tylko na akcjach duszpasterskich, ale szukać dobrych, osobistych relacji z drugim człowiekiem. Szukać tego, co nas łączy, a nie dzieli. Po drugie – współpraca bardziej niż praca. Uświadomienie sobie, że my kapłani sami nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zdziałać. A jeśli uda się nam zaangażować więcej osób w pracę duszpasterską czy również tę ekonomiczno-gospodarczą, to korzyści są o wiele większe. Rodzi się też poczucie, że to jest nasze wspólne dzieło i wszyscy czują się za to bardziej odpowiedzialni.
– Ma się też poczucie przynależności…
– Tak, i z tego wypływa kolejna zasada, którą przyjąłem – wspólnoty bardziej niż tłumy. W tłumie człowiek czuje się anonimowo, nie angażuje się, nie bierze odpowiedzialności. We wspólnocie, kiedy czujemy się potraktowani podmiotowo, jesteśmy gotowi do robienia czegoś więcej, czujemy się bardziej zauważeni i też podejmujemy większą odpowiedzialność. I dobrze, że są takie wspólnoty w naszej parafii. Dlatego dziękuję wszystkim moim parafianom, którzy angażują się w dzieło adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, we wspólnoty i w prace na rzecz parafii, bo dzięki nim parafia żyje.
– Jak te zasady, które Ksiądz przyjął, przekładają się na życie parafii?

– Takim kołem zamachowym życia religijnego naszej parafii jest Wieczysta Adoracja Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W czerwcu 2026 r. minie 13 lat jak trwa – dzień i noc – nieprzerwanie przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, modlitwa adoracyjna w naszej świątyni. To siła naszej parafii, ale i mojej pracy duszpasterskiej. To na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem staram się prosić Boga o światło, by odkrywać inspiracje i plany, co do swojej pracy duszpasterskiej. I tu na modlitwie proszę też Pana Jezusa o siłę i moc, by jak najlepiej wypełniać to swoje powołanie. W listopadzie ubiegłego roku odbyło się u nas XIII Krajowe Forum Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu w Parafiach, które zgromadziło w Niskowej delegacje około 250 wiernych z 28 parafii z całej Polski. To pokazuje, że w małej parafii jak nasza, mogą dziać się wielkie rzeczy. Inspiracją dla nas może być i jest również ksiądz profesor Bolesław Kumor, który wywodząc się z tej małej wioski, osiągnął w życiu tak wiele. Zawsze przy tym podkreślał swoje więzi z Niskową. Nie wstydził się swojego pochodzenia, wręcz przeciwnie – chętnie wracał do swojej Małej Ojczyzny.
– Kiedy Ksiądz to mówi, na myśl przychodzi wydarzenie „Małe początki, wielka przyszłość”, jakie miało miejsce 14 lutego w naszej gminie [czytaj TUTAJ].

– Bardzo dobra inicjatywa i słuszna w dobie kryzysu rodziny, o którym wspomniałem na początku. Dziś każda forma walki o tę najmniejszą ze wspólnot, jest godna i warta poparcie. I pewnie nieprzypadkowo do naszej parafii wprowadziła się rodzina, będąca wzorem do naśladowania na nasze czasy. Wspaniali sąsiedzi, orędownicy w trudnych sprawach.
– Pewnie Ksiądz ma na myśli błogosławioną rodzinę Ulmów z Markowej. Nieprzypadkowo? Dlaczego?
– [Uśmiech]. Kiedy odbywała się beatyfikacja Rodziny Ulmów 10 września 2023 roku, uświadomiłem sobie na modlitwie, że to ważny znak od Boga, że Pan Bóg daje nam bł. Rodzinę Ulmów na dzisiejsze, niełatwe czasy. Nie sądziłem jednak, że dziś będziemy mieć w Niskowej ołtarz boczny poświęcony bł. Rodzinie Ulmów oraz relikwie Wiktorii i Józefa wraz z ich siedmiorgiem dzieci, że oni staną się ważną cząstką naszej wspólnoty. Wszystko działo się, ktoś powie przypadkowo… Ale nie ma przypadków. Kilka miesięcy od beatyfikacji urodziła się w naszej parafii Agatka – przyszła na świat jako wcześniak, ważyła zaledwie 630 gram. Jej życie było zagrożone.

Całą parafią, łącznie z dziećmi, modliliśmy się podczas rorat o zdrowie dla niej i jej mamy Ani. W diecezji przemyskiej przy relikwiach bł. Rodziny Ulmów, były sprawowane msze święte. Wierzę, a rodzice Agatki nie mają wątpliwości, że to orędownictwo błogosławionych Ulmów sprawiło, że ich druga córeczka żyje. Później miałem okazję poznać księdza dra Witolda Burdę, postulatora procesu beatyfikacyjnego i obecnie kanonizacyjnego bł. Rodziny Ulmów, który przeprowadził rekolekcje w naszej parafii w lutym ubiegłego roku. Na zakończenie rekolekcji, 15 lutego 2024 roku miało miejsce uroczyste wprowadzeni relikwii bł. Rodziny Ulmów do naszej parafii. Chciałem, żeby uczyniła to wielodzietna rodzina. Ktoś jednak zasugerował, by była to rodzina ocalonej Agatki. Uznałem, że to bardzo dobry pomysł, a kilka dni po tym wydarzeniu, mama Agatki powiedziała mi, że relikwie, tak jak sobie wymarzyłem, wprowadzała rodzina wielodzietna. Dowiedziała się bowiem dzień po uroczystości, że spodziewa się kolejnego – trzeciego już dziecka [uśmiech].

Przez cały ubiegły rok obraz bł. Rodziny Ulmów wraz z relikwiami nawiedzał rodziny naszej parafii. Pięknym owocem tej peregrynacji jest księga podziękowań i łask, w której znajduje się wiele świadectw wiary i wdzięczności bł. Rodzinie Ulmów, za ich pomoc i wstawiennictwo.
– Spotkałam się z Księdzem, by porozmawiać o Świętach Wielkanocnych i jak je dobrze przeżyć, a jeszcze nie padło z mojej strony żadne pytanie na ten temat… Tyle się dzieje w parafii…
– To może nie będę wyciągał księgi świadectw, bo nie skończymy tej rozmowy [uśmiech].
– Nie planowałam rozmowy o bł. Rodzinie Ulmów, choć przyznam, że temat wpisuje się w rodzinny charakter tego wydania „Przystanku Chełmiec”.
– Widać bł. Rodzina Ulmów płynnie nas przez tę rozmowę prowadzi [uśmiech]. Naprawdę uważam, że Bóg wie, co robi, dając nam tę rodzinę w odpowiedzi na to, co dzieje się tu i teraz. Ulmowie byli otwarci na świat, pełni pasji. Podobni w tym do dzisiejszych rodzin. W ich domu odnaleziono wiele publikacji, z których wynika, że znali wszelkie nowinki płynące z różnych części globu. Ale byli też otwarci na życie i drugiego człowieka, dając schronienie ośmiu Żydom. Tej otwartości uczyli się, między innymi przez codzienną lekturę Pisma Świętego. Na kartach Biblii, którą czytali, przypowieść o miłosiernym Samarytaninie zaznaczyli na czerwono z dopiskiem „Tak”. Oni żyli swoją wiarą prawdziwie. Dlatego w tym roku w naszej parafii wraz z nimi przygotowujemy się też do Świąt Wielkanocnych.

– Nie ma przypadków…
– Nie ma. W piątek, 20 marca, w naszej parafii odbyła się plenerowa Droga Krzyżowa z bł. Rodziną Ulmów. Rozważania kolejnych stacji prowadziły Rodziny z Kręgu Domowego Kościoła, a krzyż i relikwie nieśli przedstawiciele różnych wspólnot i grup parafialnych. W tej Drodze Krzyżowej uczestniczyły całe rodziny, dając tym piękne świadectwo wiary i odwagi. Tak przeżyta modlitwa pozwala lepiej przygotować się na właściwe przeżycie świąt, prawdziwą radość ze Zmartwychwstania Pańskiego. I tu kryje się odpowiedź na pytanie, z którym pani przyszła – jak przygotować się do świąt i dobrze je przeżyć. Cały okres Wielkiego Postu jest takim przygotowaniem – dobrze przeżyte rekolekcje, udział w nabożeństwach wielkopostnych Gorzkich Żali czy Drogi Krzyżowej, sakrament pokuty, więcej czasu na osobistą modlitwę i rozważanie Słowa Bożego, Adoracja Najświętszego Sakramentu. Bo jeśli przygotowania do Świąt Wielkanocnych sprowadzimy i ograniczymy tylko do sprzątania, świątecznych zakupów, odwiedzin i tradycyjnej „święconki”, to bardzo szybko, pewnie powiemy: „Święta, święta i po świętach…”. Bo jeśli nie zadbamy o duchowe przygotowanie serca, niewiele pozostanie w nas na dłużej…
Rozmawiała Katarzyna Gajdosz-Krzak
Rozmowa ukazała się w najnowszych wydaniu „Przystanku Chełmiec”




