Świetlica w Piątkowej pokazuje, że nawet w niewielkiej miejscowości można stworzyć przestrzeń, w której dzieci rozwijają swoje talenty, uczą się współpracy i budują pewność siebie. Dzięki zaangażowaniu instruktora oraz ogromnej energii samych dzieci powstaje miejsce pełne kreatywności, wzajemnego wsparcia i dobrej atmosfery. To właśnie w takich miejscach rodzą się pasje, które często zostają z młodymi ludźmi na całe życie. Rozmawiamy z EDYTĄ TOBIASZ, prowadzącą świetlicę w Piątkowej.
– Świetlica w Piątkowej tętni życiem i kreatywnością. Niemała w tym Pani zasługa…

– Dla mnie świetlica to coś więcej niż miejsce, w którym dzieci czekają na rodziców po lekcjach. To przestrzeń, gdzie mogą odkrywać swoje talenty, uczyć się współpracy i po prostu dobrze się czuć. Chciałam stworzyć miejsce, w którym dzieci będą mogły rozwijać swoją wyobraźnię, działać twórczo i mieć poczucie, że ich pomysły są ważne.
– Patrząc na Wasze działania – rękodzieło, konkursy, projekty artystyczne – widać ogromną różnorodność. Skąd bierze Pani inspiracje?
– Najczęściej od samych dzieci [śmiech]. One mają niesamowitą wyobraźnię i energię. Wystarczy dać im materiały i trochę przestrzeni, a potrafią stworzyć rzeczy naprawdę wyjątkowe. Inspiruję się też naturą, porami roku i różnymi technikami plastycznymi. Bardzo lubimy scrapbooking, prace z recyklingu czy dekoracje sezonowe.
– Rozmawiamy w czasie, gdy przygotowujecie się do Jarmarku Wielkanocnego w Chełmcu. Co powstaje w pracowni małych artystów?
– Tworzymy dekoracje wielkanocne, ozdoby z koralików, stroiki, kartki oraz różne drobne rękodzieło. Dzieci wkładają w to mnóstwo serca. To dla nich ogromna radość wiedzieć, że ich prace trafią do ludzi i będą zdobić czyjeś domy na święta.

– Wspomina Pani często, że ważne jest słuchanie dzieci. Co ma Pani na myśli?
– Dzieciaki też chcą mieć głos w dzisiejszym świecie. Chcą być słuchane i traktowane poważnie. W świetlicy staram się stworzyć przestrzeń, w której mogą mówić o swoich pomysłach, emocjach i potrzebach. Często to właśnie ich pomysły stają się początkiem naszych wspólnych działań.
– To je otwiera…
– Twórczość, każda forma sztuki w ogóle, ma tę właściwość, że pozwala nam otworzyć siebie. Obserwuję, że niektóre dzieci uwielbiają występować publicznie i chętnie pokazują swoje talenty. Inne potrzebują trochę czasu, żeby przełamać nieśmiałość. Dzięki różnym ćwiczeniom, prezentacjom prac czy wspólnym zabawom stopniowo pokonują ten lęk. Dla mnie najpiękniejszy moment to ten, gdy dziecko, które wcześniej było bardzo nieśmiałe, nagle odważa się stanąć przed grupą i coś zaprezentować.

– W małych miejscowościach często mówi się o różnicach w dostępie do zajęć i możliwości rozwoju. Czy świetlica może pomóc w wyrównywaniu tych szans?
– Myślę, że tak. Bardzo zależy mi na tym, żeby wyrównywać różnice pomiędzy dziećmi ze wsi, a tymi z dużych miast. Chcemy, aby nasze dzieci miały podobne możliwości odkrywania swoich talentów i zainteresowań. Pasja i ciekawość świata nie zależą przecież od miejsca zamieszkania.
– Jaki jest najważniejszy cel Pani pracy z dziećmi?
– Staram się stwarzać dzieciom możliwość odnalezienia swojej pasji. Wierzę, że pasja w przyszłości pomaga młodym ludziom nabrać dystansu do otaczającego świata, radzić sobie z emocjami i budować poczucie własnej wartości.
– W świetlicy powstała także tak zwana strefa ciszy. Skąd taki pomysł?
– Po całym dniu w szkole dzieci często są zmęczone i przebodźcowane. Chciałam, żeby miały spokojne miejsce, w którym mogą odpocząć, wyciszyć się lub po prostu chwilę pobyć same ze sobą. To bardzo ważne, żeby dzieci miały przestrzeń nie tylko do działania, ale także do odpoczynku.
– W jednej świetlicy spotykają się dzieci w różnym wieku. Czy to nie sprawia trudności?

– Wręcz przeciwnie – ma to swoje ogromne zalety. Staram się budować atmosferę trochę podobną do tej znanej z podejścia Montessori. Starsze dzieci pomagają młodszym, młodsze uczą się poprzez obserwację. Dzięki temu pomimo różnic wieku, dzieci czują się dobrze w swoim towarzystwie i uczą się współpracy.
– Co jest dla Pani największą nagrodą w tej pracy?
– Moment, kiedy widzę, że dziecko zaczyna wierzyć w siebie. Kiedy ktoś mówi „nie umiem”, a po chwili pokazuje swoją pracę z dumą w oczach. Wtedy wiem, że to, co robimy w świetlicy, naprawdę ma sens.
Rozmawiała Sabina Zaryczny/GOK w Chełmcu
Rozmowa ukazała się w najnowszym wydaniu „Przystanku Chełmiec”
Czytaj również:




