Najpierw przecinali wstęgi. Dziś trzeba liczyć straty

Polityczne billboardy dawno już zniknęły. Zostały rachunki. Farma fotowoltaiczna w Krasnem Potockiem, która miała być symbolem nowoczesności i milionowych korzyści dla gminy Chełmiec, według obecnych analiz może generować wieloletnie straty i kolejne kosztowne problemy.

Jeszcze kilka lat temu farma fotowoltaiczna w Krasnem Potockiem była przedstawiana mieszkańcom jako symbol nowoczesności, ekologii i wielkiego sukcesu gospodarczego gminy Chełmiec. Ówczesne władze mówiły o przełomowej inwestycji, ogromnych przychodach i nowym kierunku rozwoju samorządu.

Dziś coraz więcej mieszkańców zadaje jednak pytanie: czy był to rzeczywiście dobrze policzony projekt, czy raczej medialna inwestycja budowana pod polityczny efekt i propagandę sukcesu?

Historia tej inwestycji zaczyna się już w 2012 roku, kiedy publicznie ogłoszono ambitne plany budowy jednej z pierwszych dużych farm fotowoltaicznych na Sądecczyźnie.

W lokalnych mediach pojawiały się informacje o projekcie przedstawianym niemal jako gospodarczy przełom dla gminy. W 2014 roku spółka Kopalnia Surowców Skalnych Klęczany uzyskała ponad 2,2 mln zł dofinansowania z Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Całkowity koszt inwestycji netto oszacowano na ponad 4,8 mln zł. W latach 2014–2015 trwała budowa farmy. Powstały konstrukcje wsporcze, stacja transformatorowa oraz instalacja obejmująca ponad 3650 paneli fotowoltaicznych. Farma została uruchomiona pod koniec 2015 roku, a formalne oddanie do użytkowania nastąpiło 23 grudnia 2015 r.

Wtedy mieszkańcom obiecywano sukces. Mówiono o nowoczesności, o ekologii o ogromnych przychodach. Mówiono o inwestycji, która ma zarabiać dla mieszkańców przez długie lata.

Publicznie zapowiadano nawet około 600 tys. zł rocznych przychodów i szybki zwrot inwestycji.

Rachunek – straty

Dzisiaj rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej.

Farma fotowoltaiczna - straty
Panele fotowoltaiczne w Krasnem Potockiem

Prognoza ekonomiczna dla 2026 roku wskazuje, że farma może wygenerować około 435 tys. zł przychodów przy kosztach sięgających około 721 tys. zł. Oznacza to przewidywaną stratę na poziomie około 286 tys. zł rocznie.

To już nie są polityczne emocje. To liczby.

– Mieszkańcy przez lata słyszą o wielkim sukcesie, nowoczesności i ogromnych zyskach. Dzisiaj my mierzymy się z rachunkami, kosztami i brutalną rzeczywistością. Nie mam prawa ukrywać przed mieszkańcami prawdy o tej inwestycji – mówi Stanisław Kuzak, wójt Chełmca.

Największym problemem okazują się wysokie koszty stałe, przede wszystkim amortyzacja i utrzymanie instalacji. Nawet okresy najwyższej produkcji energii nie rekompensują strat generowanych przez pozostałą część roku. Coraz trudniej więc bronić tezy, że była to racjonalna inwestycja ekonomiczna.

Pojawia się także pytanie, czy sama dotacja nie stała się ważniejsza niż realna opłacalność przedsięwzięcia.

– Sama dotacja nie może być celem. Trzeba myśleć, co będzie za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. Dziś mieszkańcy płacą cenę decyzji podejmowanych pod polityczne brawa i medialny efekt – podkreśla wójt Stanisław Kuzak.

W praktyce koszty budowy zostały przerzucone na Kopalnię Surowców Skalnych Klęczany. I właśnie tutaj pojawia się jedna z najostrzejszych ocen całej inwestycji. Coraz częściej podnoszony jest argument, że każda złotówka zainwestowana w podstawową działalność kopalni mogła przynosić wielokrotnie większy zwrot. Według krytyków projektu relacja mogła wynosić nawet 1 do 3 na korzyść tradycyjnej działalności wydobywczej i usługowej spółki. Tymczasem miliony złotych zamrożono w projekcie, który dziś generuje straty.

– Kopalnia przez lata jest jednym z motorów finansowych gminy. Zamiast wzmacniać jej podstawową działalność, wpompowano miliony w projekt, który dziś staje się obciążeniem. Ktoś kiedyś robił konferencje prasowe i przecinał wstęgi. Dzisiaj my musimy liczyć straty. Tego nie da się przemilczeć – ocenia Stanisław Kuzak.

Poważne kontrowersje budzi także sama lokalizacja farmy.

Dokumenty planistyczne pokazują, że teren miał wcześniej znacznie większy potencjał inwestycyjny. Działka obejmowała obszary usługowe, produkcyjne i mieszkaniowe. Dziś duża część tych terenów została związana z funkcjonowaniem infrastruktury elektroenergetycznej. To oznacza realnie utracone możliwości rozwoju.

Na terenach zajętych dziś przez farmę mogły powstać inwestycje mieszkaniowe, usługi albo przedsięwzięcia realnie wzmacniające rozwój gospodarczy gminy.

– To są piękne tereny, które mogły pracować dla mieszkańców przez dziesięciolecia. Dziś zostają zablokowane inwestycyjnie i urbanistycznie. Jedna polityczna decyzja potrafi zamknąć możliwości rozwoju na wiele lat – mówi Stanisław Kuzak.

Tereny, które dziś mogłyby pracować dla mieszkańców, są zablokowane inwestycyjnie i urbanistycznie

Sytuację dodatkowo komplikuje obecny stan planistyczny terenu. Jak wynika z dokumentów geodezyjnych i planistycznych, zmiana miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego nie będzie możliwa aż do uchwalenia planu ogólnego gminy, którego zakończenie planowane jest dopiero na koniec 2027 roku. To oznacza, że teren jeszcze przez lata pozostanie związany z obecną funkcją.

Coraz większe obawy budzi także przyszłość samej instalacji.

Panele fotowoltaiczne ulegają naturalnemu zużyciu, a wraz z upływem czasu spada ich wydajność. Wyliczenie dotyczące likwidacji farmy pokazują, że sam koszt demontażu, transportu i legalnej utylizacji 3650 paneli może wynosić od około 280 tys. zł do nawet 680 tys. zł netto.

Czy ktoś mówił mieszkańcom o tych kosztach, kiedy budowano farmę? Czy ktoś pokazywał pełne wyliczenia? Czy ktoś przewidział, że po latach pojawi się problem kosztownej likwidacji instalacji?

– Najgorsze jest to, że mieszkańcy mogą jeszcze drugi raz zapłacić za ten eksperyment. Najpierw przy budowie, a później przy likwidacji i rekultywacji terenu. Nie będziemy udawać, że problem nie istnieje – ostrzega Stanisław Kuzak.

Farma w Krasnem Potockiem miała być symbolem nowoczesności, ekonomicznym hitem, stać się wzorem dla innych samorządów. Tymczasem coraz częściej staje się symbolem źle policzonej polityki, kosztownych decyzji i problemów, które gmina będzie odczuwać jeszcze przez długie lata.

– Nie interesuje mnie polityczna legenda tej inwestycji. Interesują mnie fakty i pieniądze mieszkańców. Nie możemy zamiatać tych problemów pod dywan tylko dlatego, że ktoś kiedyś zrobił sobie z tej inwestycji polityczny billboard. Ta farma coraz bardziej przypomina jednego z tych trupów wyskakujących z szafy poprzedniej ekipy, z którym obecne władze gminy muszą się teraz mierzyć. Rachunki zostały – i z tym fantem gmina będzie musiała coś zrobić – podsumowuje wójt Stanisław Kuzak.

 (RŁ)

Czytaj również:

Gmina Chełmiec

Gmina Chełmiec

Jedna z największych Gmin w Polsce

Stanisław Kuzak

WÓJT GMINY CHEŁMIEC