Wielopole: Kiedy polityczne ambicje zderzają się z ekonomią

W Wielopolu realizowane są dziś trzy duże inwestycje. Największe emocje budzi jednak projekt rozbudowanego kompleksu senioralnego, który według obecnych władz mógł stać się finansową pułapką dla gminy.

Wielopole miało stać się symbolem sukcesu i jednej z największych inwestycji społecznych w historii Chełmca. Pojawiły się milionowe dotacje, efektowne wizualizacje i wielkie zapowiedzi, które miały pokazywać sukces poprzednich władz.

Im większe stawały się wizualizacje i kwoty dotacji, tym mniej mówiono o późniejszych kosztach utrzymania.

W tym materiale skupiamy się na przedsięwzięciu związanym z budową kompleksu senioralno-opiekuńczego, który według pierwotnych założeń miał kosztować ponad 35 milionów złotych.

Wielopole
Pierwotny projekt miał kosztować 35 mln zł

Obecny wójt Stanisław Kuzak przyznaje, że po przejęciu dokumentacji rozpoczyna się dokładna analiza całego przedsięwzięcia.

 – Łatwo pokazywać wizualizacje i milionowe dotacje. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, kto później ma utrzymywać taki obiekt – mówi wójt.

Mieszkańcy chcieli boisk i rekreacji

Historia całej sprawy zaczyna się jeszcze w 2014 roku. Mieszkańcy Wielopola zwracają się do władz gminy z prośbą o stworzenie boisk, infrastruktury rekreacyjnej i miejsca służącego lokalnej społeczności. Pojawia się możliwość przejęcia od Skarbu Państwa działki przeznaczonej na cele społeczne, edukacyjne i sportowe. W 2015 r. gmina Chełmiec przejmuje nieruchomość praktycznie w ostatnim możliwym momencie. Umowa zawarta z Agencją Własności Rolnej  jasno określa warunki – teren musi zostać zagospodarowany i wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem. W przeciwnym razie pojawia się ryzyko utraty nieruchomości lub konieczność poniesienia wielomilionowych kosztów.

Mieszkańcy angażują się w przygotowanie społecznej koncepcji zagospodarowania terenu. Powstają konsultacje i projekty zakładające przede wszystkim funkcje rekreacyjne, sportowe i integracyjne.

Tymczasem przedsięwzięcie stopniowo oddala się od pierwotnych oczekiwań mieszkańców i zaczyna przypominać kosztowny projekt o bardzo dużej skali.

Z czasem koncepcja ewoluuje w rozbudowany kompleks społeczno-opiekuńczy z częścią senioralną i pobytową.

Inwestycja nabiera rozmachu

Projekt szybko się rozrasta. W dokumentacji pojawiają się kolejne kosztowne elementy infrastruktury, rozbudowana część rehabilitacyjna oraz dodatkowe funkcje terapeutyczne i rekreacyjne. Koszt przedsięwzięcia wzrasta z około 21 milionów złotych do ponad 35 milionów złotych. Projekt rośnie szybciej niż odpowiedzi na podstawowe pytania o jego przyszłość.

Im większy projekt, tym większe ryzyko

Gmina otrzymuje wielomilionowe dofinansowanie unijne. Problem polega jednak na tym, że dotacja pokrywa jedynie część kosztów przedsięwzięcia. W praktyce sam wkład własny gminy ma wynosić około 17 milionów złotych.

Na papierze wszystko wygląda imponująco. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynają padać pytania o realne koszty funkcjonowania całego obiektu.

Dokumentacja pełna problemów.

Po przejęciu dokumentacji obecny samorząd rozpoczyna szczegółową analizę projektu. Jak wynika z dokumentów, wcześniejsza dokumentacja zawiera liczne braki i rozwiązania mogące wydłużyć realizację inwestycji oraz generować dodatkowe koszty. Konieczne okazują się dodatkowe opracowania, uzupełnienia dokumentacji i kolejne procedury formalne.

Jednocześnie czas zaczyna działać na niekorzyść gminy.

Zgodnie z warunkami dofinansowania inwestycja musi zostać zrealizowana w bardzo krótkim terminie, a procedury formalne i przetargowe sprawiają, że realny czas wykonania wielomilionowego przedsięwzięcia ogranicza się praktycznie do kilku miesięcy.

Dodatkowym problemem okazują się ograniczenia wynikające z zasad finansowania. Gmina nie może swobodnie prowadzić działalności komercyjnej, która mogłaby pokrywać część kosztów utrzymania obiektu.

– Nie zawsze pobranie wysokiego dofinansowania jest opłacalne. Czasem dotacja staje się pułapką, bo później samorząd przez lata utrzymuje duży obiekt bez realnego zabezpieczenia kosztów eksploatacyjnych – podkreśla Stanisław Kuzak.

Jak wskazuje urząd gminy, wcześniej praktycznie nikt nie przedstawia mieszkańcom realnej analizy późniejszych kosztów utrzymania przedsięwzięcia.

Łatwo buduje się wielkie wizje za publiczne pieniądze. Trudniej później co roku znaleźć miliony na utrzymanie takiego obiektu. Tego wcześniej praktycznie nikt nie liczy – mówi wójt.

Samorząd może zbudować niemal wszystko. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba to później utrzymać przez kolejne 20–30 lat. Budowę można skończyć raz. Utrzymanie trwa przez dekady.

Dotacja kończy się po przecięciu wstęgi. Rachunki zostają mieszkańcom.

Gmina zmienia kierunek

Wielopole
Wizualizacja powstającego DDS w Wielopolu wraz ze świetlicą

W przestrzeni publicznej zaczynają pojawiać się informacje o ograniczeniu pierwotnej skali inwestycji i zmianie całej koncepcji przedsięwzięcia. Według władz gminy decyzja ta wynika przede wszystkim z realnej analizy ryzyk finansowych, organizacyjnych i prawnych. Rosną koszty budowlane, pojawiają się problemy z zabezpieczeniem wkładu własnego, a kolejne analizy pokazują ryzyko bardzo wysokich kosztów utrzymania obiektu w przyszłości. Dodatkowo część wcześniejszych założeń wymaga dostosowania do warunków programu unijnego oraz zasad finansowania.

Jak wynika z dokumentacji, ryzyko jest znacznie większe. Gmina mogłaby jednocześnie utracić dofinansowanie, narazić się na niewywiązanie z warunków umowy z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa (następcy AWR) oraz zostać z rozbudowanym obiektem generującym wieloletnie koszty utrzymania.

Obecny samorząd nie projektował tej inwestycji od początku. Musi dziś porządkować skutki decyzji podjętych kilka lat wcześniej.

– To może nie jest klasyczny trup z szafy poprzedniej władzy, ale z całą pewnością była to podłożona mina. Mina finansowa, organizacyjna i projektowa. Gdybyśmy bezrefleksyjnie weszli w realizację całego projektu, mieszkańcy przez wiele lat ponosiliby konsekwencje tej decyzji – mówi wójt.

Władze gminy podkreślają, że decyzja o zmianie koncepcji nie oznacza rezygnacji z inwestycji, lecz próbę jej uratowania i dostosowania do realnych możliwości finansowych gminy.

Mniejsza inwestycja, mniejsze ryzyko, większe możliwości

Po analizie dokumentacji obecny samorząd decyduje o ograniczeniu skali przedsięwzięcia i racjonalizacji kosztów.

Nowa koncepcja zakłada zachowanie społecznego charakteru inwestycji, utworzenie przestrzeni rekreacyjnej i integracyjnej dla mieszkańców oraz znaczące ograniczenie kosztów budowy i późniejszego utrzymania obiektu.

Według władz gminy taka forma inwestycji pozwala jednocześnie spełnić warunki umowy z KOWR, zachować społeczną funkcję obiektu, ograniczyć ryzyko utraty dotacji oraz uniknąć wieloletniego obciążenia budżetu ogromnymi kosztami utrzymania.

Obecne władze nie zatrzymują inwestycji. Próbują ją uratować przed finansowym i organizacyjnym chaosem.

Dziś zamiast symbolu sukcesu mieszkańcy widzą przede wszystkim ogromny plac budowy i polityczny spór o przyszłość przedsięwzięcia.

– Naszym obowiązkiem jest pilnowanie pieniędzy mieszkańców. Samorząd nie może budować inwestycji tylko po to, żeby dobrze wyglądały na konferencjach i materiałach promocyjnych – podkreśla Stanisław Kuzak.

Władze gminy przekonują, że samorząd powinien realizować inwestycje, które nie tylko dobrze wyglądają na wizualizacjach, ale przede wszystkim są możliwe do utrzymania przez mieszkańców.

Odpowiedzialność samorządu nie kończy się na przecięciu wstęgi.

Polityczny spór trwa

Tymczasem część radnych związanych z poprzednim wójtem próbuje dziś przedstawiać ograniczenie projektu jako „rezygnację z wielkich pieniędzy”. Pojawiają się polityczne zarzuty i próby podważania decyzji obecnych władz.

Wójt odpowiada zdecydowanie.

– Niektórzy radni, szczególnie ci związani z poprzednią władzą gminną, dalej patrzą na tę inwestycję wyłącznie przez pryzmat polityki, wielkich dotacji i propagandowego sukcesu. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że opłacalność inwestycji nie wynika z samej wysokości dofinansowania. Samorząd nie może budować kolejnego molocha bez rzetelnej analizy późniejszych kosztów utrzymania i realnych możliwości finansowych gminy. Czasem największą odpowiedzialnością jest zatrzymanie projektu, który za kilka lat może stać się finansową katastrofą dla mieszkańców – mówi Stanisław Kuzak.

Wielkie inwestycje dobrze wyglądają na konferencjach i wizualizacjach. Znacznie gorzej wyglądają później w wieloletnich budżetach gminy.

Wielopole inwestycji

Wielopole miało być i będzie symbolem sukcesu i nowoczesności. Jednak dziś coraz bardziej przypomina ostrzeżenie, jak łatwo polityczny rozmach może oderwać się od ekonomicznej rzeczywistości. Tymczasem racjonalne spojrzenie na sprawę, pozwala zobaczyć szerzej możliwości wykorzystania potencjału tego miejsca i dostosować do realnych potrzeb mieszkańców. – I to się właśnie dzieje. Wielopole jest dziś polem inwestycji – mówi wójt.

(RŁ)

Zobacz więcej wizualizacji powstających w Wielopolu obiektów:

Czytaj również:

Gmina Chełmiec

Gmina Chełmiec

Jedna z największych Gmin w Polsce

Stanisław Kuzak

WÓJT GMINY CHEŁMIEC